… sobie i wszystkim czytającym… czyli prawie nikomu

Miłego dnia
… sobie i wszystkim czytającym… czyli prawie nikomu

Miłego dnia
Głupawka – jest to termin medyczny określający stan umysłowy studenta przemęczonego mozolnym przyswajaniem informacji z podręczników w celu późniejszego przedstawienia ich na egzaminie bądź kole.
Często to miałem.. Oto jej przejaw z końca października roku pańskiego 2008.

A czy Twoje mydło jest bezpieczne?
Leżąc sobie na łóżku i kątem plując zimę przypomniałem sobie ni stad ni zowąd tekst pewnej piosenki wykonywanej kiedyś przez Ryszarda Makowskiego – członka kabaretu OT.TO
Oto i on:
Zwróć na mnie uwagę
Znów patrzysz w ekran zachwycona cukierkowym amantem
Albo marzysz o księciu z reklamy eleganckim tak banalnie
Pamiętaj oni są daleko, a ja jestem blisko
Poza tym moja słodka, uroda to nie wszystko.
Zwróć na mnie uwagę
Co z tego, że mam nadwagę
Zwróć na mnie uwagę
Uwagę na mnie zwróć
Uwagę na mnie zwróć.
Dowcipów śmiesznych znam bez liku na przykład o zegarze z kukułką
Jeszcze ten o czarnym rycerzu umiem mówić tak jak Kulfon
Ogólnie jestem dość wesoły choć wad też parę mam
Ale jestem chyba najfajniejszy z facetów, których znam.
Zwróć na mnie uwagę
Co z tego, że mam nadwagę
Zwróć na mnie uwagę
Uwagę na mnie zwróć
Uwagę na mnie zwróć.
Nawet nie wiesz jak dobrze gotuje i wcale nie jestem jednak gburem
Często grywam w kółko i krzyżyk to dobrze robi na figurę
Ciągle w koło się rozglądasz, spójrz na mnie choćby dziś
Przecież jestem sympatyczny jak pluszowy miś.
Zwróć na mnie uwagę
Co z tego, że mam nadwagę
Zwróć na mnie uwagę
Uwagę na mnie zwróć
Uwagę na mnie zwróć.
I śnieg mi już nie straszny
Z racji faktu zamieszkiwania mojej osoby w akademiku, skazany byłem na losowo wybranych współlokatorów.
Pierwszym którego poznał, był Romuald. Swoiste indywiduum, sprawiające na pierwszy rzut oka dziwne wrażenie. Kolega od pierwszego dnia powziął decyzję o poszukiwaniach nowego mieszkania, bo w akademiku nie czuł się zbyt dobrze. Brakowało mu prywatności. Nawet w toalecie ktoś może siedzieć w kabinie obok i nasłuchiwać…
Romuald z naszego pokoju wyprowadził się jakoś pod koniec października, pozostawiając po sobie kilka szpargałów w tym jeden czerwony znicz. Tak.. Znicz. A po co mu był znicz? Oto i jego historia.
Otóż Romek dostał ów znicz od dziewczyny, którą poznał na jakiejś imprezie. Miał zapalać knot za każdym razem, kiedy o niej pomyślał. Raz czy dwa zapalił, potem znicz stanął na półce i tak stał. Nawet po jego wyprowadzce. Kiedy wróciłem po 1 listopada do akademika, wziąłem znicz i zapaliłem przy drzwiach do naszego pokoju. Napisałem karteczkę, gdzie pożegnałem się ładnie z „Roro” (jak chciał, żeby do niego mówić). Ludzie mieli niezłe zdziwko, gdy widzieli znicz płonący przy drzwiach do pokoju. Po kilku chwilach do znicza dostawiono kilka świeczek.
Był to chyba pierwszy spontan akademikowy w moim wykonaniu. Znicz wypalił się dość szybko i wylądował w śmietniku, ale ludzie jeszcze przez jakiś czas gadali…
Romka spotykałem jeszcze czasami gdzieś na ulicach Wrocławia. Co się z nim dzieje teraz? Nie wiem.
Skoro wzięło mnie na wspominki, to postanowię opisać pokrótce moje wspomnienia ze studenckich czasów, które niedługo się skończą.
Dzień pierwszy.
Była to niedziela. Przyjechałem do Wrocławia i pojechałem do akademika. Ustawiłem się w kolejce do administracji i czekałem, czekałem, czekałem.. Kilka godzin zeszło, zanim się zameldowałem, zapłaciłem i dostałem przydziałową pościel, kołdrę, poduszkę, lampkę, koc i papier toaletowy – tak! dobrze przeczytaliście, papier toaletowy. W akademikach UWr co miesiąc każdy mieszkaniec otrzymywał rolkę szarego przyrządu do podcierania, którego odbiór trzeba było pokwitować własnym nazwiskiem(!). Ciekawe, czy to relikt dawnego systemu, kiedy ów papier był tzw. towarem deficytowym czy sposób na defraudację pieniędzy.
Wracając do tematu. Dostałem, co dostałem i zabrałem się za wchodzenie na czwarte piętro z tobołami. Gdy mi się udało w końcu, musiałem odnaleźć pokój 439, który okazał się być na samym końcu korytarza, kiedy ja byłem na początku. Owe kilkaset kroków, które poprowadziły mnie na sam koniec akademika było dość dziwne. Długi wąski korytarz. Zaniedbane, brudne ściany i światło padające na drzwi (będące po prawej stronie) z małych okienek tuż pod sufitem. Pierwsza myśl – jak w więzieniu. Jak się potem okazało, dużo się nie pomyliłem.
Idąc korytarzem sprawdzałem, który to będzie pokój. Odliczanie trwało długo. Dopiero na przedostatnim pokoju znalazłem tabliczkę 439 i naklejkę Antylepper oraz mojego nowego współlokatora już w pokoju. Pierwsze wrażenia? – Brud, kurz, zaduch… Ale po jakimś czasie nie wyglądało to już tak źle. I można było się przyzwyczaić. Przyzwyczaiłem się tak bardzo, że w akademiku spędziłem 5 lat i mam wiele ciekawych wspomnień.
To była retrospekcja pierwsza. Dziękuję za uwagę!
Nie… Nie będzie nic o filmie Spielberga, zresztą tytuł brzmiał inaczej. Będzie o mnie. Ostatnie dni były dość ciekawe. Dawno z taką częstotliwością nie jeździłem pociągami. W ciągu dwóch tygodni odwiedziłem Wrocław 4 razy, spędzając tam cały dzień. Wracając któregoś razu z dworca do domku, poczułem się tak, jakbym znowu był na pierwszym roku studiów, kiedy jeździłem tylko koleją, bo nawet jeszcze prawa jazdy nie miałem. Zrobiło mi się bardzo miło. Może to wieczorny spacerek po spowitym mrokiem Ostrowie? Może to orzeźwiające jesienne powietrze wymieszane z bardzo mi się podobającym swądem dymów z kominów? Może po prostu jestem sentymentalny…
Czemu o tym piszę? Ostatnio trochę mi było dziwnie, bo kończę studia. Dużo rzeczy się niebawem zmieni, a niektóre rzeczy wydawały mi się utracone. A jednak nie. Wystarczy na jeden dzień zmienić coś. Zamienić samochód na pociąg, który będzie miał 50-minutowe spóźnienie i nie denerwować się z tego powodu, tylko przyjąć to jako wspomnienie minionych lat. Najważniejsze, że doszedłem do wniosku, że nic się nie zmieniło. Ja tylko skończyłem studia. Nadal jestem tym samym człowiekiem, może trochę bardziej ogłupiałym (bo studia swoja droga ogłupiają), ale stale to ja i wystarczy zmienić jeden mały drobiazg i mogę poczuć się jak w październiku roku pańskiego 2004, kiedy zdarzyło mi się wysiąść po ciemku z pociągu i z moim Wackiem* w plecaku maszerować do domku, by spędzić weekend w domu.
*Dla osób, które nie wiedzą – Wacek to mój miś.

Ogólnie chyba dziś zakończyłem jakiś etap w życiu. Poszedłem do Pani z Xero naszego instytutowego
i powiedziałem, że mam dla niej ostatnie zlecenie i kazałem skserować stronę tytułową pracy mgr. Tyle lat pogaduszek, stania przy xero z nudów i gadania o d…. Maryni. Ostatni raz. Przez chwilę Pani Maja jakoś nie mogła uwierzyć:
- „Jak to ostatnie? Chyba pierwsze, w tym roku akademickim”
A ja, że pierwsze i ostatnie zarazem
Tak.. Te 10 gr zostało wydane w sposób symboliczny.. x]
Oto kilka zdjęć zwierzaków z wrocławskiego ZOO





Inne zdjęcia na mojej stronie – www.donbolano.pl
Witam!
Kim jestem? Jestem Marcin vel DonBolano i moim hobby jest fotografia.
Chciałbym więc prezentować tutay niektóre z moich zdjęć oraz opisywać co ciekawsze zdarzenia z mojego marnego żywota.
Pozdrawiam!